TeatraliaKomeda wciąż żywy "KOMEDA - SEXTET" to najnowszy projekt Polskiego Teatru Tańca, który powstał w 40 rocznicę śmierci tego wybitnego muzyka i kompozytora. PTT jak zwykle stworzył dzieło z wielką artystyczną wolnością, na co kompozycja etiudy w pełni pozwala. Tym razem nie jest to jednak opowieść, ale raczej swobodne taneczne impresje. Na kształt spektaklu wpływ miały "Etiudy baletowe" z 1967 r. w choreografii Krystyny Mazurówny. Jak zapewnia Ewa Wycichowska, reżyser i choreograf, nie było to jednak wierne odtworzenie, ale inspiracja do własnych poszukiwań. Twórczość Komedy zinterpretowana została przez pryzmat minionych lat, bardzo widoczny był więc także styl dzisiejszych tancerzy PTT. W czterech częściach zabłysnęli Paulina Wycichowska, Daniel Stryjewski, Małgorzata Mielech i Ofir Levy, a co jakiś czas sceną władał znakomity duet - Adriana Cygankiewicz i Szymon Halik. Tak właśnie wykrystalizował się tytułowy sekstet, będący także nazwą pierwszego polskiego zespołu jazzowego, grającego muzykę nowoczesną. Szkoda, że w przypadku spektaklu to tylko sekstet, bo wspaniałe były sceny zbiorowe, gdy dołączali się kolejni tancerze - Agnieszka Błacha, Mikołaj Dolata, Zofia Jakubiec i Paweł Malicki. Warstwę muzyczną stanowiły oczywiście kompozycje Komedy, m.in. z filmów "Jutro premiera" i "Dziecko Rosemary", w tym najsłynniejszy chyba utwór - "Kołysanka". Dźwięki płynęły to z gramofonu, to na żywo z instrumentów jazzowego zespołu. W całość wpleciono także oryginalny utwór kompozytorki młodego pokolenia Agaty Zubel - "Parlando". Co ciekawe - to parlando bez słów, ale za to zdźwiękonaśladownictwem, w które włączył się cały zespół. Echo lat sześćdziesiątych pojawia się także w kostiumach Adriany Cygankiewicz i skromnej, ale pomysłowej scenografii Piotra Tetlaka. Jednym z jej elementów były obrotowe tablice, które w zależności od położenia układały się w słowa "KOMEDA" lub "SEXTET", a wyrysowane na nich kontury postaci były wzorem do kolejnych tanecznych figur. Atmosferę tamtych lat oddawały także kreacje publiczności - niektórzy potraktowali sprawę bardzo serio i przybyli w stylowych strojach, charakterystycznym makijażu i fryzurach. Bufet serwował ówczesne specjały - śledzie, ogórki i wódkę, którymi można było delektować się przy ustrojonych czerwonymi goździkami stolikach. Spektakl jest wspaniałym hołdem dla Krzysztofa Komedy. Jest też pomostem między czasem, gdy wielka sztuka rodziła się w małych, ciasnych mieszkankach i współczesnością, gdzie sztuka jest nieskrępowana, ale czasami nadal bezdomna... Agnieszka Misiewicz, Teatralia Poznań, 30.04.2009 |



Dofinansowano ze środków 
