Marcin Majchrzak
Anatomia taneczna – czyli osobista (bo odczuta własnym ciałem i nie tylko…)
relacja z XVI Międzynarodowych Warsztatów Tańca Współczesnego
Uda
Początkowo przyjemnie wydłużone, co dawało nawet nadzieję na odnalezienie niewiadomo gdzie i kiedy zagubionych paru centymetrów brakujących do kanonu przystojności „metr osiemdziesiąt”. Granice przyjemności zostały jednak przekroczone, gdy okazało się, że oprócz zajęć tanecznych zaliczę także małą powtórkę z anatomii, po tym jak odmeldowały się wszystkie mięśnie składające się na udo. „Oczywiście bardzo się cieszę, że jesteście” – powtarzałem, żeby nie pogarszać sytuacji.
Brzuch
Obarczony szeregiem zadań defensywnych. Miał zapobiegać niepożądanym ze względów estetycznych odchyleniom ciała od założonych linii (z zasady – prostych, w praktyce – prostawych), a także dbać o bezpieczeństwo w razie zbyt szybkiego podążania ciała ku podłodze (innymi słowy, kłaść się – nie przewracać). Gdzieś trzeciego dnia zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach. Poszukiwania nie zostały wszczęte.
Biodra
Trudno było z nimi dojść do porozumienia, bo przekonanie bioder do ruchu w płaszczyznach znanych dotychczas z obserwacji zabawy z hula-hoop wymaga czasu. Na szczęście okazało się, że już same pertraktacje sprawiają sporo przyjemności, a najprostszy krok taneczny zmącony rozbujanymi biodrami daje dużo satysfakcji.
Łydki
Kto by pomyślał, że doświadczenia z dziecięcych prób sięgnięcia po kolejarską czapkę dziadka leżącą na szafie przydadzą się przy rozgrzewkowym relevé i pozwolą nawet na komfort uśmiechu w tej pozycji dalekiej od naturalnej, jeśli brak własnych doświadczeń z wysokich obcasów. Bez względu powyższą wysoką samoocenę muszę przyznać, że i tak najbardziej atrakcyjną łydkę widziałem jak tańczyła w rzędzie przede mną.
Oddech
Najwierniejszy z towarzyszy choć czasem – zupełnie niesłusznie – niedoceniany, niezauważany, bo bezgłośnie przemycony gdzieś pomiędzy zasapaniem. Bezcenny, aby zebrać (wdeeeech) i uwolnić (wyyydech) energię, której pokłady uwalniały się w tańcu wraz z każdym ruchem. Nieodzowny też by móc znaleźć chwilę wytchnienia tuląc się do podłogi.
S e r c e
Dzięki tym ośmiu dniom wiem, że stanowi klucz, aby czuć radość z tańca i zadowolenie z warsztatów (a może i nawet z całego życia?). Bez niego – nawet przy niewiadomo jak bliskich perfekcji udach, brzuchu czy ramionach – nie ma tańca. Pozwala wyobrazić sobie swoje ciało w tańcu, zainspirować je i stworzyć drogę, którym podąży; pokolorować ruch emocjami. Dzięki niemu ruch, staje się jedynie pretekstem do opowiedzenia własnej historii.