Danuta Piekarska, Gazeta Lubuska

Wydarzenie

Kto przegapił sobotni wieczór w teatrze, niech żałuje. Spektakl "Trans... Nieprawdziwe zdarzenie progresywne" był prawdziwym wydarzeniem. Choć przedsięwzięcie Polskiego Teatru Tańca - Baletu Poznańskiego według Ewy Wycichowskiej zdawało się karkołomne: przełożyć Witolda Gombrowicza na język tańca?

Kluczem "przekładu" okazała się forma. Rozumiana jak u Gombrowicza: "że istota ludzka nie wyraża się w sposób bezpośredni i zgodny ze swoją naturą, ale zawsze w jakieś określonej formie, i że forma owa, ów styl, sposób bycia nie jest tylko z nas, lecz jest nam narzucony z zewnątrz".
Nam - widzom, nam - aktorom, nam - twórcom spektaklu. Każdy z partnerów gry uprawia ją wobec kogoś. Ewa Wycichowska buduje tę grę piętrowo, przekraczając granicę między sceną a widownią. Sama też do niej wchodzi, ingerując w świat tworzony na oczach widza. "A ja chodzę, chodzę a chód coraz silniejszy" - to chyba pierwszy spektakl teatru tańca, w którym pojawia się słowo. Trochę jak zaklęcie, trochę jak muzyczny motyw, nadający rytm machinie formy. Czyż ruch nie jest najpotężniejszym narzędziem?
Przygoda z Gombrowiczem okazała się bardzo zapładniająca dla poznańskiego zespołu, który z tym spektaklem odkrywa nowe możliwości kreacji, odległej od ruchu realnego, ale oddziałującej z ogromną siłą. Trudno sobie wyobrazić bardziej ekspresyjną, dramatyczną i poruszająco prawdziwą scenę od tańca z Majestatem, który każdym gestem przytłacza otoczenie.
Majstersztykiem jest zakończenie spektaklu. Artyści kłaniają się znad wręczonych im przed chwilą kwaitów. Publiczność bije brawo. Artyści tańczą, znów się kłaniając. Ten i ów przemyka do szatni. Inni klaszczą nadal, więc artyści tańczą... Gombrowiczowski uścisk formy - wzajemnego stwarzania się - trwał ponad 20 dwadzieścia minut, pokajuąc, jak trudno się wyrwać z narzuconej formy.

Danuta Piekarska, Gazeta Lubuska, Zielona Góra, 09.04.2001-11-16