|
Wyróżnienie - relacja z XV Warsztatów - Dagmara Płońska
Za oknem napis „Poznań Główny” oddala się, ucieka. Chciałabym coś ze sobą zabrać, zatrzymać. Radość. Poczucie lekkości. Czerwony kapelusz w wielkie kolorowe grochy. Energię, odradzającą się na nowo z każdym ruchem.
Jutro...
Budzik wyrwie mnie ze snu, jak zawsze. Ale nie potuptam już znajomą ścieżką przez most św. Rocha i dalej, aż do Alei Krakowskiej. Nie strzepnę porannego zmęczenia przy pierwszych uderzeniach hip-hopu. „Wake up!” – krzyczy Steffi Küchenmeister. Trudno się będzie obudzić, Steffi, bez Twojego zapału i cudownego poczucia humoru. Pal licho pompki, mnie nawet tych pompek będzie brakować...
Nie potuptam zatem do liceum przy Alei Krakowskiej, a później na Strzelecką, gdzie Ovide Carindo uwalnia żywioł tańca. Tu jest radośnie, spontanicznie i niepohamowanie. „Précision!” – podkreśla Ovide. „Każdy, nawet najprostszy krok powinniście wykonywać dokładnie”. Kiwamy głowami, ale cóż poradzić, gdy słyszysz rytm bębnów i ciało już tańczy, nim głowa zdąży pomyśleć, co tak naprawdę powinno zrobić...
Nie będzie więc ethno jazzu z Ovidem ani obiadu w barze przy rynku, gdzie tłumnie schodzą się warsztatowicze. A wieczorem nie pofrunę z kapeluszem w ręku na zajęcia Joachima Sauttera, nie wrócę do akademika w strugach deszczu, nucąc radośnie, jak gdyby nigdy nie było piękniejszej pogody. I nie będzie wieczornej uczty dla zmysłów w Teatrze Polskim albo na Dziedzińcu Różanym.
Co takiego jest w tych warsztatach, że zawsze chce się wracać...? Ludzie, których rozpoznaję na ulicy. Uśmiechają się. Znamy się? Może spotkaliśmy się rok temu, albo wcześniej? A może po prostu wiemy, czujemy, że jesteśmy tu razem, przyjechaliśmy tu tańczyć. I ci bliżsi, których odnajduję po latach, z którymi wymieniamy adresy, telefony, przesyłamy muzykę, zdjęcia...
Jutro wstanę smutniejsza, spokojniejsza. Spróbuję znaleźć sobie miejsce. Do zobaczenia za rok, Poznaniu. Czym mnie zaskoczysz tym razem? Czym zachwycisz?...
Dagmara Płońska
|