Michał Lenarciński, Wiadomości dnia

Tango Wycichowskiej

Kim jest "Lady M."? Panią Miłością, panią Marzenie, panią Muerte - Śmierć? Każdą z nich - odpowiada Ewa Wycichowska, autorka najnowszej premiery Polskiego Teatru Tańca - "Tanga z Lady M."

Odnosząca w Łodzi wielkie sukcesy jako tancerka i choreograf Wycichowska z niezmiennym powodzeniem od wielu lat realizuje swój autorski teatr tańca. Jednym ze źródeł jej sukcesów jest absolutny słuch: Wycichowska wie czego w konkretnym czasie może dokonać taniec, jak zawładnąć publicznością, o czym z nią rozmawiać.

Dziś, kiedy w Europie zapanowała powszechna moda na kulturę latynoamerykańską, Wycichowska zdecydowała się poszukać natchnienia w utworach Astora Piazzoli - genialnego twórcy tanga. Opierając się na tangu - tańcu w żaden sposób nie mechanicznym (jak np. walc), zgłębiła wszystkie jego klimaty: nostalgię, agresję, erotykę, entuzjazm, zaborczość, zniechęcenie.
Tylko w tangu można być zwycięzcą lub pokonanym - mówi Wycichowska i w rytm Piazzoli przeprowadza widzów nie przez "tanią latynoską efektowność", a przez dramaty i zwątpienia kultury europejskiej.
Spektakl zaczyna niezwykłe "Tango dla Śmierci". W korowodzie postaci przewijają się alegorie doba, zła, zazdrości, dobroci, ciepła, miłości, śmierci. W tangu, w melodyce i choreografii, pojawia się żałobny orszak. Ale nie ma grobu. Wszystkie "trupy" składane są na ołtarzu życia. W finale dochodzi do pojednania, bohaterowie i pojęcia odnajdują się, i gdy już wydaje się, że następuje akceptacja, muzyka przypomina, że wszystko zaczyna się od początku. Trwa "Tango dla Życia".
To wspaniały i piękny spektakl, który prócz choreografki stworzyli wspaniali znakomici soliści Polskiego Teatru Tańca: fantastycznie sprawni, wrażliwi, sugestywni i zdyscyplinowani.

Urody przedstawieniu dodawały rewelacyjne kostiumy, które były dziełem znakomitej kostiumografki, debiutującej w baletowej dziedzinie, łodzianki - Marii Balcerek. Jej pomysły: odważne i nieco szokujące, doskonale harmonizowały z zaproponowanym przez Wycichowską ruchem. A nie było to zadanie łatwe, bowiem prócz "tradycyjnych" jedwabi Balcerek posłużyła się także skórami.
Osobne słowa uznania należą się Leszkowi Możdżerowi, który zachwycającą uzupełnił kompozycje Piazzoli własnymi utworami. Nie ma nawet minimalnego zgrzytu stylistycznego. Myślę, że warto byłoby pokusić się na płytowe wydanie całej muzyki ze spektaklu. Sądzę, że w dzisiejszej dobie takie marketingowe działanie zapewniłoby jeszcze większy sukcesprzedstawieniu i muzyce.

Michał Lenarciński, Wiadomości dnia, 4 lutego 2000.