Anna Koczorowska, Gazeta Malarzy i Poetów

(...) Ideą choreografii Morawca jest zasłanianie i odsłanianie życia wewnętrznego. Twarz istnieje tu jako maska skrywająca trujące emocje. Zerwanie maski z twarzy okazuje się uzdrawiającym gestem.

Na zwoju materii, który zdaje się coś osłaniać i otaczać, umieszczonym pionowo na scenie, odbywa się projekcja. Wyświetlane są różne twarze - wszystkie wyrażają smutek, przygnębienie albo gniew. Sens działań na scenie wynika z gry między emocjami wyrażanymi przez wyświetlane twarze tancerzy, i działaniami postaci na scenie, w jakiś sposób opowiadającymi o stłumionych emocjach, ukrytych za smutnymi wyrazami twarzy. Postacie poruszają się nisko przy ziemi, toczą się po ziemi stwarza to wrażenie przytłoczenia i upadku. W tej atmosferze odbywają się narodziny - dosłownie i metaforycznie. Rodzi się postać kobiety-dziecka w białym stroju. Wspina się ona na ramiona partnerów, wyciąga się w górę całym ciałem, jakby chciała się wydostać z potrzasku, ale wciąż upada. Znaczenie spektaklu ujednoznacznia się dopiero w momencie, kiedy zwój materii odsłania tajemnicę swego wnętrza - poprzez zerwanie zasłony. Ukazuje się koszmarna maszyna, kojarząca się z machiną tortur, na którym zwijają się z bólu tancerze.
To wnętrze każdej z postaci, której twarz ukazywała się na materii, wnętrze skrywające cierpienie, któremu pęknięcie maski przynosi ulgę. Jej scenicznym odpowiednikiem są nowe postacie - ubrane na czerwono, uśmiechnięte, witalne, a spod leżącej na ziemi zasłony wydostaje się postać kobiety-dziecka, wyzwolona ze swojej pułapki, która swobodnie opuszcza scenę. (...)

Anna Koczorowska, Gazeta Malarzy i Poetów, nr 2 (48), maj 2003.