XI Bieannale de la Danse w Lyonie, 12 września - 3 października 2004

Dziewczynka z marzeniami

fot. Iwona Pasińska

Miałam 14, no może 15, wiosen, gdy przyjechałam do Lyonu po raz pierwszy. 3 ujęcia, choć nie zdeterminowały mojej młodzieńczości, to jednak utrwaliły mi się na zawsze. Pierwsze to Opera i tuż przy niej, wówczas absolutna nowość dla mnie, sklep baletowy. Drugie to górująca nad miastem Bazylika de Fourviére. Ostatnie, najważniejsze to konserwatorium, do którego chodziłam na lekcje tańca klasycznego. Renesansowy, monumentalny budynek, z wielkimi salami baletowymi, rozedrgany delikatnymi dźwiękami fortepianu i echem muśnięć point, witając już uczył kultu do Terpsychory. Byłam dziewczynką rozgorączkowaną pierwszą poważną miłością. Miłością do tańca i z marzeniami, aby związek nasz przetrwał lata.

Kobieta w marzeniach

I stało się dziś. A wierność ma nie słabnie. Upłynęło wiele lat, a ja wciąż kocham taniec miłością pierwszą, choć już nie jedyną. Lyon rozbudził moją miłość, Lyon dziś mnie z niej rozliczy.

Zimno

fot. Iwona Pasińska

Przyjechaliśmy w chłodny wtorkowy ranek. Na wieczór zaplanowane było pierwsze starcie z pochyłą sceną. Nie zwlekając, ruszyliśmy powitać Stare Miasto. Mijając gotycką Katedrę Św. Jana, przypominam sobie, że miasto szczyci się 2000-1etnią historią. Jego pierwsza nazwa w zapisie - Lugdunum - datuje się na 43 r.p.n.e. W wiekach średnich miasto awansowało do rangi centrum chrześcijaństwa. Wiek XV i XVI zwane są "złotymi" . Wymieniono Boga na pieniądze i do nich się modlono. Szybko rozwijająca się finansjera i bankowość procentowała: kultura rozkwitała, architektura piękniała. Przepych renesansu, tu i ówdzie wpadającego w manieryzm do dziś pieści oczy. Malarze, architekci, poeci odnaleźli tu swe miejsce (w Lyonie Rabelais wydaje Gargantua i Pantagruel). XIX stulecie, choć zwane wiekiem komercji i konfliktu nie zabrało Lyonowi czołowej pozycji finansowego centrum. Więc znów były pieniądze na nowe banki (Crédit Lyonnais założony w 1863r.), nowe teatry (Célestins Theatre), kościoły (Bazylika de Fourviére w 1895r.), fabryki (bracia Lumière wymyślają kino w swojej). Nie zdziwi więc nikogo już XX, tym bardziej, XXI wiek z tymi pieniędzmi na inwestycje, ale też i renowacje(!). Lyon miastem 40 teatrów, 1 Narodowej Opery i 1 Domu Tańca, 23 muzeów, 16 kin! Oczywiście lotnisko, konsulaty, metro (z tą dziwną nadziemną linią). Dla każdego coś niezwykłego. Nawet kościoły od katolickich, przez protestanckie, do ortodoksyjnych. Było przewidywalne, że w to jedno przed i popołudnie, nie dotrzemy wszędzie. Więc szybko do Bazyliki, Opery, pod Ołówek i...na spektakl Andonisa Foniadakisa. Wow, ach jak ja kocham tę ekspresję, ten wyczyn wykraczający poza ludzką formę, tą nieokiełznaną - okiełznaną dynamikę...

Cieplej

fot. Iwona Pasińska

Czwartek - cieplej, coraz cieplej. I to nie za sprawą innych zespołów, wielkie one, o wielkie. Największe w Europie. Tegoroczne Biennale Guy Darmet, dyrektor artystyczny festiwalu (i jednocześnie dyrektor Maison de la Danse, które założył w 1980 roku), zadedykował Europie (w 2002 r. - Ameryce Łacińskiej, 2000 r. - Azji). Europa w micie i "realicie" z dozą wiary człowieka i w człowieka deklaruje Darmet w programie. Na festiwal zaprosił 40 kompanii tańca, ponad 600 wykonawców (tancerzy, choreografów, muzyków) z 21 krajów Unii, by Europa mogła przejrzeć się w Europie, by mogła zobaczyć co zyskała, a może czy coś straciła.

Gorąco

Hôtel de Ville, fot. Iwona Pasińska

Fotoreporterzy, telewizje, dziennikarze, flesze, kamery, mikrofony... Wow robi się gorąco. Jacek Przybyłowicz już trzeci dzień nie wychodzi z teatru, my coraz wcześniej stawiamy się na próby. Jutro premiera, nerwowość nasza osiąga zenit. Tylko szefowa jakaś dziwnie spokojna, ba chyba się uśmiecha.


Eksplozja

Jak myśmy się bali. Czy te kilka miesięcy naszej pracy plus wyrafinowany koncept Jacka znajdzie tu odbiorcę. Czy Europa zobaczy siebie w tej złamanej estetyce barokowej, a czy arabsko - żydowski Naszyjnik gołębicy to odpowiedni dla Francuzów moment na akcentowanie takiego relatywizmu. Wiedzieliśmy, co przeważało na festiwalu. Oprócz kształtów bezpiecznych, tzn. baletu klasycznego, większość operowała nagością w formie i porachunkami egzystencjonalnymi w treści. A my... Piękno ruchu, w pięknej treści. Już za chwilę okaże się, czy aby na pewno dla wszystkich piękne. Tuż - już, premiera...

Wszyscy w marzeniach

Saint Jean Cathedral, fot. Iwona Pasińska

Jeśli marzenia się spełniają, to się w nich jest. Więc byliśmy w marzeniach. Guy Darmet był zachwycony, widownia owacjami nie chciała nam odpuścić, szefowej tajemniczy uśmiech, okazał się stoickim wyrazem wiary w możliwość sprostania tej, a jakże, wyrobionej i wymagającej widowni. Ojciec Rustam Biełow w Polsce modlił się za nasz sukces (dziękujemy Ci Ojcze). Jacek szczęśliwy, szefowa szczęśliwa i my też. I stało się. A fama się szybko rozeszła. Na drugim naszym spektaklu obok festiwalowej publiczności zasiadły grupy i kampanie tańca. Po Barooccu niemożliwym było opuścić scenę. I wiara w potęgę sztuki tańca, ciałem się stała. Ach nieskromni my, nieskromni, ale te brawa, te owacje, ten entuzjazm, te krzyki...


Dojrzała kobieta z marzeniami

Tak marzy mi się, że do Lyonu wrócimy. Że zagramy w Domu Tańca, w którym występują tylko po pierwsze naj, po drugie naj i po trzecie najlepsi. A że w Lyonie dla mnie wszystko się zaczęło, tym razem jeszcze mocniej roziskrzyło, to upewniam się, że czas rozliczeń jeszcze nie nadszedł. Wierzę, jak Guy, że PTT i Lyon wkrótce znów się spotkają.

Iwona Pasińska