Polski Teatr w Tunezji, 3 - 10 maja 2005

Théâtre Municipale w Tunisie, fot. Ewa Wycichowska,  Jędrzej Godlewski

Zaproszenie na IV Recontres Choreographiqes de Carthage w Tunezji przyszło do nas w styczniu tego roku. W czasie poprzedzającym wyjazd pojawiło się mnóstwo zmiennych organizacyjnych i finansowych, ale ostatecznie 3 maja, zaledwie dwie doby po premierze spektaklu „Przypadki Pana von K.” siedzieliśmy w samolocie do Tunisu, gdzie od 30 kwietnia trwały już prezentacje festiwalowe.


Kartagina, fot. Ewa Wycichowska, Jędrzej Godlewski

Recontres Choreographiques, pozostając po dużymi wpływami francuskimi (honorowym prezydentem jest Guy Darmet – dyrektor Biennale de la Danse w Lyonie) mają na celu spotkanie europejskich, arabskich i afrykańskich zespołów tańca współczesnego, polegające nie tylko na konfrontacji repertuaru, ale przede wszystkim na bezpośredniej wymianie doświadczeń czemu miały sprzyjać liczne wspólne kolacje uczestników i obserwatorów festiwalu a także zamieszkanie niemal wszystkich zespołów w pięknym nadmorskim ośrodku hotelowym w Gammarth. Zajadaliśmy się więc razem specjałami kuchni arabskiej nie tylko na oficjalnych przyjęciach, dodatkowo łączyły nas przeżycia pt. „oczekiwanie na bus, który nas zawiezie do teatru w Tunisie”, obstawianie właściwego numerka w ruletce wydaje się wobec tych doświadczeń niewinną dziecięca zabawą. Kończyło się więc często na spontanicznej akcji taksówkowej (pierwsze lekcje targowania się – ten sam kurs mógł kosztować od 5 do 15 Dinarów) bo na spektakle trzeba było zdążyć koniecznie, program Festiwalu był naprawdę imponujący, począwszy od Williama Forsytha przez ogromną reprezentację francuską z Catherine Diverres i Karin Saporta na czele po świetna belgijską Compagnie Thor i Ballet du Grand Théâtre de Geneve, z którym w tym sezonie spotykamy się niemal wszędzie. Zaczęło się od Biennale de la Danse w Lyonie a w lipcu znów wystąpimy razem na włoskim festiwalu w Bolzano.

przy Akwedukcie w drodze do Oudny, fot. Ewa Wycichowska,  Jędrzej Godlewski

Moim tunezyjskim odkryciem jest francuska Compagnie La Baraka, niewielki doskonały technicznie zespół, który w choreografiach Abou Lagra pokazał to, co przywraca w przestrzeń tańca współczesnego wyrafinowanie kompozycyjne a zarazem emocjonalność, bez której ruch staje się tylko komputerową kalką.


Amfiteatr w Oudnie, fot. Ewa Wycichowska, Jędrzej Godlewski

Spektakle Recontres prezentowane były na czterech scenach, najbardziej prestiżowa to Theatre Municipale w Tunisie, w którym i my 8 maja zagraliśmy „Barocco” i „Naszyjnik gołębicy” w choreografii Jacka Przybyłowicza. Ponieważ kroniki festiwalowe i tak to odnotowały to nie będziemy ukrywać, że nasza prezentacja zakończyła się stojącą owacją publiczności (a nie była to festiwalowa norma, o nie, przekonały się o tym niektóre bardzo sławne zespoły). Zanim jednak do tego doszło przeżyliśmy moc różnych przygód, które z kilkudniowej perspektywy jawią się już jako anegdota, ale na miejscu tylko trochę nam było do śmiechu, gdy okazywało się, że nadanie w kostiumów i elementów dekoracji cargo i ich szczęśliwy przylot do Tunisu niekoniecznie oznacza możliwość odbioru z lotniska albo gdy zamówiona jeszcze z Polski biała podłoga baletowa do „Naszyjnika gołębicy” nie łączy się z posiadaniem białej taśmy do niej. Utonęlibyśmy w specyfice tunezyjskiej organizacji, gdyby nie polska Ambasada, która zatroszczyła się o nas nie tylko tak jak trzeba ale znacznie, znacznie bardziej. Spotykania tak kompetentnych, skutecznych, serdecznych i przyjacielskich pracowników polskiej dyplomacji życzę wszystkim zespołom podróżującym po świecie. To decyzjom Pana Ambasadora Zdzisława Raczyńskiego i nieujarzmionej pasji Pani Konsul Julity Baś ( a także poświęceniu innych pracowników Ambasady, którzy użyczyli nam swoich prywatnych samochodów – dziękujemy wszystkim bardzo, bardzo ) odbyliśmy jednodniową, szaloną i wspaniałą podróż do Oudny, Sidi abu Said i Kartaginy, chłonąc w maksymalnej pigułce ślady czterech kultur od Berberów przez Fenicjan i Rzymian po Arabów. W Kartaginie w uszach wciąż dźwięczała mi pieśń Dydony z „Eneasza i Dydony” Purcella „pamiętaj o mnie, mój smutny los zapomnij”, a przed oczami przesuwały się obrazy Piny Bausch, tańczącej te słowa w „Cafe Muller”. Tak oto pozornie skrajne przestrzenie historii i tańca współczesnego dopełniły się i stały jednością.

Sidi Bou Said - palimy sziszę (tradycyjną arabską fajkę wodną), fot. Ewa Wycichowska, Jędrzej Godlewski

Spędziliśmy w Tunezji 8 dni i byłoby ignorancja stwierdzić, że poznaliśmy ten kraj i ludzi, także z tego powodu, że to świat bardzo wielowymiarowy, niejednoznaczny, zaskakujący w chwili, w której nastąpiło pozorne rozpoznanie zasad.


Club Dar Naouar w Gammarth gdzie mieszkalismy, fot. Ewa Wycichowska, Jędrzej Godlewski

Jest świat suków i straganów, niedotrzymanych obietnic i organizacyjnych perturbacji i jest obszar dumy i tajemnicy, budzący szacunek i jakąś trudną do określenia tęsknotę, którą koję teraz herbatą z orzeszkami piniowymi i dźwiękami nostalgicznych pieśni - nikt tak nie śpiewa o miłości jak ludzie Maghrebu.

Jagoda Ignaczak