Gazeta Wyborcza-PoznańWiosna na dobre i złe
W spektaklu „Wiosna-Effatha” Ewy Wycichowskiej nic nie dzieje się przez przypadek. Jego siła leży jednak gdzie indziej: cykliczność odwiecznych rytuałów, odegrana z pasją przez tancerzy, pozostawia widza z fundamentalnym pytaniem o granice ludzkiej wrażliwości i duchowości.
Najnowsza choreografia Ewy Wycichowskiej ( premiera 19 marca) w niezwykły sposób wpisała się w czas oczekiwania na duchowe i fizyczne odrodzenie. Wyrafinowana w swojej
prostocie, czytelna w formie i przesłaniu, a jednocześnie wielopłaszczyznowa „Wiosna – Effatha” na pierwszy rzut oka dotyka najbardziej organicznych aspektów życia. Jednak tancerze, opowiadając nam o rodzeniu się i umieraniu, snują jednocześnie opowieść o ścieraniu się dobra i zła. Przypominają, że w przyrodzie tkwi niewytłumaczalny potencjał podnoszenia się po upadku. Spektakl oglądamy na niewielkiej przestrzeni, przywodzącej na myśl taflę sztucznego sztucznego lodowiska. Artyści ubrani w białe kostiumy i siwe, jakby oszronione peruki, witając widzów, wkładając im do rąk kostki lodu. Przezroczyste bryłki topią się w mgnieniu oka, po spektaklu z lodu pozostają juz tylko małe kałuże. W spektaklu Ewy Wycichowskiej w centralną postać Wiosny wciela się Iwona Pasińska. To ona, jako pierwsza z ośmiorga tancerzy, zrzuci białą perukę. To ona, jak mała dziewczynka, będzie się uczyła trudnej sztuki chodzenia. To ona wreszcie zostanie złożona na ołtarzu życia, gdy lód na scenie zamienia się w życiodajną wodę, a młodzi tancerze będą się wesoło kąpać w kałuży jak gromada rozćwierkanych wróbli. Zanim to nastąpi, obejrzymy obrzęd roztapiania lodu, wyrażony drżeniem mięśni, splotem ciał i jękiem. Głęboko w pamięci zostaje scena, w której „mistrz ceremonii”- Pasińska- siedząc przez kilka minut na wielkim białym sześcianie, unosi w górę ręce i nogi. Naprężone do granic możliwości ciało artystki przypomina pąk, który budzi się z zimowego snu. Otaczający ją ciasnym kręgiem wykonawcy podejmują ten rytuał: Ewa Wycichowska obserwuje świat przez lupę, jakby chciała nakręcić dokumentalny film, w którym przewijające się w przyspieszonym tempie klatki odsłaniają tajemnice kwiatów, traw i owadów. To wiedza, na którą nie mamy czasu w codziennym zabieganiu. Rytm, któremu nie chcemy się poddać w obawie, że zburzy nam racjonalny, sterylny światopogląd.
O tym, jaki świat jest naprawdę, najlepiej wiedzą dzieci. Ich pełne świeżości rozważania na temat wiosny, u Wycichowskiej komponują się w niezwykła całość z muzyką Jacka Wierzchowskiego i Georga Friedricha Haendla. Rwane fragmenty utworów powracają i uciekają jak fala, której nie można ani zatrzymać, ani powstrzymać. Biblijne „Effatha”(stań się) w spektaklu Ewy Wycichowskiej ma wymiar nie tylko religijny: artyści pozostawiają nam wolność interpretacji, a co za tym idzie- swobodę moralnych postaw i życiowych wyborów. Nie edukują nikogo na silę, nie zamykają się na tętniącą wokół, wielowymiarową tkankę życia. Po prostu się w nią wsłuchują. A my razem z nimi.
Spektakl „Wiosna-Effatha” można obejrzeć jutro i pojutrze o godz.19 w Sali Wielkiej Zamku.
Marta Kaźmierska, „Gazeta Wyborcza”, 25.03.2008
|



Dofinansowano ze środków 