Wiosna - Effatha (2007)
- idea i choreografia: Ewa Wycichowska
- muzyka: Jacek Wierzchowski
- ponadto w spektaklu wykorzystano:
Dettingen Te Deum nr 17 G.F. Haendla
- scenografia: Bohdan Cieślak
- wizualizacja video: Marcelina Wojciechowska
- kostiumy: Adriana Cygankiewicz
- video instalacja: Kacper Lipiński
- kierownik zespołu artystycznego - asystent choreografa: Anna Gruszka
- asystent choreografa: Agata Ambrozińska – Rachuta
- światło: Ewa Wycichowska, Arkadiusz Kuczyński
- realizacja dźwięku: Mateusz Rogaliński
- inspicjent: Mariola Hendrykowska
- kierownik techniczny: Grzegorz Okupniak
- organizacja produkcji: Katarzyna Anioła
- prapremiera: 17 listopada 2007 w Łodzi (XI Festiwal Kultury Chrześcijańskiej)
- czas trwania: 60 minut

współtworzą i wykonują:
Iwona Pasińska
Karina Adamczak – Kasprzak
Agata Ambrozińska – Rachuta
Paulina Wycichowska
Piotr Chudzicki
Mikołaj Dolata
Paweł Matyasik
Daniel Stryjecki
„a spojrzawszy w niebo, westchnął
i rzekł do niego: Effatha, to znaczy
Otwórz się”
Mk. 7,34
Wiosna – Effatha to projekt choreograficzno- multimedialny, w którym cechy świata stechnicyzowanego i zglobalizowanego zderzają się z tęsknotą do prostych prawd i reguł możliwych do odzyskania drogą przemiany zachodzącej w przyrodzie. Niegdyś z nią zjednoczeni, dziś jesteśmy uwikłani w opozycję natura – kultura, tracąc zdolność dostrzegania tego co podstawowe, źródłowe w sensie antropologicznym, filozoficznym i duchowym.
Zamknęliśmy nasze zmysły, zgubiliśmy dziecięcą ciekawość, otwartość i siłę płynącą z odradzającej się cyklicznie natury.
Ewa Wycichowska
ŻRÓDŁO ŻYCIA
Woda – źródło życia
Była od początku
Razem ze Stwórcą
Matkowała życiu
Jest i będzie zawsze
Woda jest przeznaczeniem mego życia
Nieodzowna w mym ciele
Powstałem i wzrastałem w wodach
Matczynego łona
Gdy przestanę żyć obrócę Się w suchy pył
Woda jest źródłem uzdrowienia
Gasi męczące pragnienie letniego dnia
Zmęczone me ciało pogrąża się w zimnej pełni wody
To łono Matki Natury
Sam widok spokojnej scenerii ponad nieruchomymi
Wodami zmywa zmęczenie mych oczu
Odświeżając w końcu całą mą istotę
Woda daje odpocząć memu duchowi rozdartemu
Przez dziką agresję świata
Ryczące fale pobudzają odwagę
W środku rozpaczy
Woda jest oczyszczającą siłą
Zmywa wszelkie rodzaje brudu i niesie go
Dalej w swym własnym ciele
Głęboko splamione grzechami dusze oczyszczane są
Przez wodę, która wiąże odnowioną siłę
Zawsze płynąc… zawsze zbierając…
Zawsze parując w górę
Zawsze opadając w dół
Woda stanowi wieczną płynność
I przystosowanie do wszelkich sytuacji
Ale żyje tajemnicą zmiany
Bez niezmiennego nieposłuszeństwa w obrębie praw
Odpoczywając w nieustannym przepływie
Piętrząc się wysoko przy spływaniu w dół
Śpiewając radość w bólu w doskonałej jedności
Indywidualnej i wspólnotowej tożsamości
Posiada podwójne aspekty niezgłębionej głębi i
Milion przejawów piękna
Wie jak się ograniczyć gdy
Otoczenie samo pozostaje nieograniczone
Woda wykorzystuje we wszystkich czasach
Siłę by zabić i by dać życie
Żyjąc wiecznie wszelkim życiem
Sun Al Park
(tłumaczenie Krystyna Wilkoszewska)
"W postdramatycznym teatrze ciało nie zostaje wystawione na widok publiczny ze względu na swoje sąsiedztwo z ideałem, lecz jako powód do sprawiającej cierpienie konfrontacji z niedoskonałością. Piękno i estetyczna dialektyka klasycznych rzeźb polegały miedzy innymi na tym, że żywy człowiek nie mógł z nimi pod żadnym względem konkurować. Natomiast starzejące się i fizycznie wyniszczone ciała zostają dziś z całą bezwzględnością wystawione na bezpośrednie spojrzenia widzów, gdyż cielesność aktorów w bardzo niewielkim stopniu podlega ochronnemu przefiltrowaniu przez fikcję świata przedstawionego i granej postaci. Wykonawca znajduje się dokładnie na ostrzu noża między przemianą w martwy przedmiot ekspozycji a potwierdzeniem swojej tożsamości jako konkretnej osoby. Pokazuje się i oferuje widzom w pewnym sensie jako ofiara: pozbawione ochronnej maski roli i wsparcia w postaci idealizującego spokoju doskonałości ciało zostaje wystawione w całej swojej fizycznej kruchości i nędzy, ale również jako erotyczna podnieta i prowokacja na sąd bezlitośnie taksujących spojrzeń. Z tej pozycji ofiary zmienione w rzeźbę postdramatyczne ciało przechodzi jednak bezpośrednio do agresywnego ataku, stawiając samą publiczność pod radykalnym znakiem zapytania. Ponieważ naprzeciwko staje wykonawca jako indywidualna, krucha osoba, widz uświadamia sobie istnienie tego faktu, który zwykle ulega unieważnieniu w tradycyjnym teatrze, choć magnetycznie przyciąga spojrzenia do „miejsca widowiska”: istnienie voyerystycznego spojrzenia na wykonawcę jako przedmiot wystawiony w postaci rzeźby. I żadna dramatyczna akcja czy konflikt nie daje teraz patrzącemu niezbędnego „usprawiedliwienia” dla takiego sposobu patrzenia się na ludzką osobę na scenie.”
Teatr postdramatyczny, Hans-Thies Lehmann
„Słucham i patrzę, oddycham i chodzę.
I nie ma zachwyt mój granic i końca!
Wszystko jest jasne! Wszak nawet cień w drodze
Jest synem blasku: pochodzi ze słońca.
I nie ma kresu to bezkresne życie
Wszędzie żyjące, jedno i najkrótsze.
Wszak z wczorajszego dnia w wiecznym rozkwicie
Wywodzi nowy sen o nowym jutrze.
W owej okrężnej, jak taniec gwiazd, drodze,
W kołysce serca niosąc grób dla kości,
Słucham i patrzę, oddycham i chodzę.
Jak Bóg, w codziennej mej nieskończoności.”
Słucham i patrzę, Kazimierz Wierzyński