Wyróżnienie - relacja z XIV Międzynarodowych Warsztatów Tańca Współczesnego
Marcin Majchrzak
Uwolnić taniec!
Każdy tancerz leży czasem na kanapie
a każda rzeźba była kiedyś po prostu kamieniem
Intuicja podpowiadała mi, że jest gdzieś we mnie i, co więcej, coraz gorzej znosi ciągłe życie w ukryciu. Uznałem zatem, że warto go poszukać i dać szanse na zajęcie bardziej eksponowanej pozycji. Zdecydowałem się nie działać na własną rękę, lecz skorzystać z pomocy kogoś doświadczonego, kogoś kto oprócz roli przewodnika w tych poszukiwaniach byłby w stanie zostać także negocjatorem lub szamanem gdyby okazało się, że poszukiwany jednak zmienia zdanie chcąc pozostać skulonym gdzieś w zakamarkach ciała i ducha.
W tym właśnie celu wybrałem się na warsztaty. Oferując ze swojej strony wolę współpracy i zaufanie oczekiwałem pomocy w odszukaniu moich kryjówek ruchu, nawiązaniu z nim kontaktu, a także poznania tego co lubi i czego mu potrzeba.
Pierwszy dzień dowiódł, że bardzo słuszne okazały się moje podejrzenia, jak wiele może dać kierujący poszukiwaniami przewodnik (i że faktycznie, w razie potrzeby, może wystąpić także w innych rolach). Otrzymałem bezcenny obraz własnego ciała widziany z nieużywanych dotychczas przeze mnie perspektyw, a na dodatek mogłem liczyć na pomoc w momentach, gdy obraz ten miejscami tracił wyrazistość. Co najważniejsze, na obrazie rysowały się ośrodki skrywanego ruchu.
W kolejnych dniach zaczynałem coraz więcej rozumieć, próbowałem nieśmiało nasycać ten obraz sobą i otwierać coraz to nowe pokłady ruchu. Okazało się, że nawet ból może być sprzymierzeńcem. Zdałem sobie także sprawę, że samo ciało dostarcza mnóstwa wyzwań bez wyzwalania agresji stalowych, stukilowych talerzy czy z gruntu „złych” przeciwników.
Przyszedł też czas na wytchnienie. Mogłem cieszyć się własnym ruchem nakłonionym do współpracy. Obraz własnego ciała został tym razem nakreślony lekką kreską wolną od jakichkolwiek napięć a wciąż wyglądał pięknie. Szybowanie w rytm własnego oddechu zdawało się nawet dawać podłodze, należny jej w tych okolicznościach, odcień błękitu.
Ostatnie dni. Lęk rozstania zakreśla daty w kalendarzu. Dominuje jednak piękne uczucie ruchu, uwolnionego coraz bardziej z ciała i ducha. To uczucie radości czerpanej z siebie i z przeżywania tych odkryć z innymi staje się najlepszą pamiątką z warsztatów. Pamiątką, do której można, a nawet należy, sięgać regularnie, tak aby ruch nie schował się znów za głęboko, żeby rzeźba nie wróciła do kamienia niwecząc trud twórców.