Teatralia

Noc wrażeń

Osiem spektakli i trzy premiery. Mocne uderzenie zafundował mieszkańcom Poznania Polski Teatr Tańca. Wszystko w ramach XVI Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego MALTA. Jak tańczyć, to z rozmachem. To założenie jest jakby wpisane w twórczość PTT. Bez zawahania można rzec, że dynamika i autentyczność to domena artystów.

Nie odbył się niestety premierowy spektakl "Nienasycenie" w kreacji Pawła Matyasika i Liliany Owoc-Pierzchały. Tajemniczy projekt w procesie, który miał stawiać na pracę z emocjami (nie na emocjach) - jak zapowiadał Paweł Matyasik. Miejmy nadzieję, że okazja do jego obejrzenia pojawi się rychło.

Premierą otwierającą Noc była zatem "Balladyna". Karina Adamczak-Kasprzak i Agata Ambrozińska-Rachuta inspirowały się dramatem Słowackiego. Przełożyły go na ruch, gest i mimikę. Niespełna półgodzinny spektakl to klimatyczna opowieść. Niestety ani zabawna, ani wesoła. Opowiada o oczekiwaniu i samotności sióstr. Początek to powtarzająca się trzykrotnie barwna sekwencja ruchów. Relacja, interakcja i jakby synchronizacja bohaterek rzucają się na pierwszy plan. W dalszej części synchronizacji już nie ma. Pozostaje interakcja, ale w istocie zabójcza. Następuje przemiana tancerek. Inscenizacja jest również opowieścią o przemianie. Początkowo siostry są sobie przyjazne. Udziela się ciepła aura. Potem następuje pauza, w której słuchamy błogiego głosu Michała Żebrowskiego (Kirkora). Charakterystyczne sukienki bohaterek poplamione były krwią. Ślad zbrodni widoczny od początku. Pochwała należy się Rafałowi Kasprzakowi za hipnotyzującą muzykę. Wspaniale współgrała z tańcem. Ciekawostkę stanowi fakt obsadzenia w roli Balladyny blondwłosej tancerki, podczas gdy Balladyna u Słowackiego miała kruczoczarne włosy i jasną cerę oraz czarne oczy, Alina natomiast w przeciwieństwie do siostry miała bardzo jasne włosy blond i niebieskie oczy. Tu odwrotnie. Co dalej z tego wyniknie? Warto wybrać się na jedną z najnowszych produkcji Polskiego Teatru Tańca.

"3x3" w choreografii Agnieszki Błachy oraz "Mat" kreacji Pawła Malickiego miały swoje premiery 20 lutego 2009 roku podczas II Festiwalu Premier ATELIER. Artystka wenę czerpała z malarstwa Jacka Malczewskiego. Skupiła się na kobiecie. Kobieta jest istotą ciekawą, emocjonalną i inspirującą samą w sobie. To chciała pokazać autorka. Wśród trzech tancerek, rodem wyciągniętych z obrazów: "Chimera", "Meduza" i "Thanatos", na scenie zabrakło jednego ogniwa. Na szczęście dwie odtwórczynie, przy wsparciu Marioli Hendrykowskiej, poradziły sobie wyśmienicie. Dobra muzyka i awangardowe, niemalże groteskowe stroje Zofii Jakubiec dały efekt energetycznego widowiska.

Szach... i mat. Paweł Malicki kontra publiczność. Tancerz zmatował widownię nie tylko efektywnie, ale i efektownie. Zapierając przy tym dech w piersiach żeńskiej części widowni. Można było prawdziwie się wzruszyć. Dla jednych może to być spektakl o zatracaniu samego siebie, dla innych o zatracaniu w miłości... Emocje i przede wszystkim emocje - to było w "Macie". Nie znajdziecie tu natomiast sztuczności, nieautentyczności czy pretensjonalności. Tancerz zmaga się ze sobą w niespokojnych, wręcz szaleńczych ruchach. Rzuca się, walczy, miota - w końcu zostaje w pętach. Czego? Warto przekonać się na własne oczy. W końcowej scenie minimalistyczny kostium odsłania pięknie wyrzeźbione ciało młodego, świetnie zapowiadającego się choreografa. Paweł Malicki - czysta emocja i piękno.

"Lato - Red Sun". Chyba większość z nas lubi tę porę roku. Gorące słońce. Świeże owoce. Wyostrzone ludzkie zmysły. Energia gotowa do spożytkowania. Spektaklowi towarzyszyła zmysłowa muzyka, również przedstawienie odbierało się zmysłowo. W tle czerwona poświata bijąca z ogromnego koła - słońca. Spektakl stanowi historię, w której raz można doszukać się radości, innym razem odnaleźć niepokój mieszany z niebezpieczeństwem. Do tego stopnia, iż miałam wrażenie, że dostrzegłam akt gwałtu. W jednej ze scen tancerka nie mogła wydostać się z objęć, a raczej sideł trzech tancerzy. W "Lato - Red Sun" jest przedstawiona wolność, ale i niewola, rozczarowanie, a zarazem nadzieja, zwątpienie, ale i wiara.

Noc z PTT to noc pełna wrażeń. Ważnym elementem, który składał się na całość aranżacji były oryginalne "dodatki". Młode dziewczynki - tancerki tańczyły w korytarzach między salami, wzbudzając zaciekawienie mijających je widzów. Idąc dalej w głąb, można było napotkać inne tancerki za foliowymi kotarami. Wykonywały one charakterystyczne tańce, nawet więcej: można było podejść i zsynchronizować ruchy tancerek z własnymi. Jedną z niedogodności było przedłużanie się niektórych spektakli, co powodowało automatyczne spóźnianie się na kolejne. W efekcie niemożność ich obejrzenia. Aczkolwiek w myśl zasady znoszenia wad zaletami, grzech małej dezorganizacji można wybaczyć.

Patrycja Kowalczyk, Teatralia Poznań, 30 czerwca 2009