Tadeusz Szantruczek, Gazeta Poznańska

Czysta ekspresja

Z głośników toczy się potężna fala decybeli, uporządkowanych rytmicznie w metrum parzystym, eksponujących nieprzerwanie, bardziej lub mniej wyraziście, cechy tanga. Najbardziej, gdy układają się w oryginalne utwory Astora Piazzolli, mniej, w otaczającej je muzyce Leszka Możdżera, w której koegzystują średniowieczna wielogłosowość, polifonia baroku, harmonika i sonoryzm współczesności. Ale wbrew pozorom, te tak różne techniki i formy zespalają się z sobą, tworząc collage tak jednolity, że autorstwo jego części można rozpoznać niemal tylko po doskonałości wykonań tang Piazzolli (nagranych przez takich mistrzów, jak Gidon Kremer czy Yo-Yo Ma).

Na scenie, pogrążonej w zabarwionym czerwienią półmroku, przewijają się alegoryczne obrazy, eksponujące ludzkie namiętności: miłość, zazdrość, nienawiść..., aż do ekstremalnych rozwiązań. Według autorki spektaklu (idea i choreografia) Ewy Wycichowskiej źródłem ich jest konbieta - tytułowa Lady M., przybierająca różne postacie i imiona: Muerte (śmierć), Medea, Makbet i współczesna M.S. Te programowe określenia konkretyzują w pewnym sensie obrazy sceniczne, ale niepotrzebnie, bo nakłaniają widza do doszukiwania się i śledzenia zasugerowanej nimi anegdoty. Tymczasem to, co dzieje się na scenie, powinno oddziaływać niezaciemnioną, czystą ekspresją - jest to wspaniała prezentacja uczuć i namiętności, wyrażanych mową ciała, bez potrzeby fabularnego ich kierunkowania. Układ choreograficzny znakomicie je stopniuje, prowadząc do ostatecznej ich erupcji. Czytelna jest też nadrzędna filozofia przesłania, o władzy Lady Muerte...
Spektakl ideą przypomina znany barokowy "Taniec śmierci" - tylko zamarływ nim korowód zostaje w poszczególnych segmentach ożywiony. Do realizacji założeń choreograficznych nie można mieć zastrzeżeń - przeciwnie, wiele jest fragmentów, wywołujących sprawnością i wyrazistością tancerzy autentyczny zachwyt. Trudno jest wymienić wszystkich, zasługujących na to, solistów. W pamięci zostaną zwłaszcza panie, co zrozumiałe, bo ich rola, zgodnie z ideą przedstawienia, jest wiodąca. Odkryciem Teatru okazała się młodziutka Agata Zając, kreująca z nadspodziewaną dojrzałością i wymową sylwetki, gestu i tańca główną postać przedstawienia, Lady Muerte. Perfekcyjnie swoje artystyczne walory prezentowały: Paulina Cysewska (Lady Medea), Iwona Pasińska (Lady Makbet), a także Karina Adamczyk (Lady M.S.), najbardziej chyba obciążona zadaniami wręcz ekwilibrystycznymi, no i nieco zbyt rozbudowanym w czasie, powierzonym jej, segmentem przedstawienia.

Atmosferę i dramaturgię znakomicie podkreślają i stapiają w formalną całość piękne, pełne fantazji kostiumy i scenografia (wg projektów Marii Balcerek). Motywem przewodnim oprawy scenicznej jest animowany na horyzoncie szkielet dinozaura, usiłującego bezskutecznie walczyć z nieubłaganie postępującą ostateczną dezolacją - symbol ponadczasowości zawartej w przedstawieniu filozoficznej problematyki.

Tadeusz Szantruczek, Gazeta Poznańska, Wtorek 1 lutego 2000